Od dziś wstecz...

Od dziś wstecz...

Szczerze powiedziawszy to nie mam o czym pisać i nawet nie chce mi się myśleć :) Pogoda mnie dołuje, deszcz leje jak opętany. Deszcz potrzebny bo susza jest, w naszej okolicy jest dość poważny problem z wodą, z kranu leci już pod mniejszym ciśnieniem, a w prywatnych studniach ludzie mają wielkie nic. Ale przez deszcz ja nie mogę iść z Mordką do sklepu, czekam więc z nadzieją, że mi dziecię zaraz zaśnie i będę mogła wskoczyć w kalosze i na jednej nodze skoczyć po bułki. Na szczęście mam bliziutko... dwie minuty :)

Wczoraj byłyśmy na pierwszej wizycie w UP, poszło nawet szybko, głównie dzięki temu, że widząc mnie z uwieszoną Mordką pani zabrała nas do osobnego pokoju, a nawet wyznaczyła specjalny termin do specjalnego pokoju poza kolejką - widzicie, opłaca się być matką :) Tak więc teraz do kolejek do UP trzeba dziecko od sąsiadki pożyczać ;)

Zanim mnie pani zabrała do specjalnego pokoju przechadzałam się po korytarzu i odczytywałam wszystkie ogłoszenia, plakaty i oferty pracy. I tak mi w głowie zakiełkowało, czyby się nie spróbować załapać na szkolenie z UP, nic nie pisali o ograniczeniach wiekowych, a pasowałoby mi do jednej z prac, które już wykonywałam (bez szkolenia). Tym razem marudna Mordka odwiodła mnie od drzwi tamtego pokoju i chęci zaczerpnięcia informacji, ale następne spotkanie mamy za trzy tygodnie, to może pójdę :)

W poniedziałek z kolei byłyśmy odebrać kosmetyki w BR i na kawie u kuzynki Kocurzastego :) Pracuje w kawiarni, więc kawa była profesjonalna, do tego Mordka dostała wafelka i jeździła sobie na samochodziku, oczywiście nie sama :) W związku z tym, że tatuś był na meczu nie spieszyłyśmy się do domu i na spokojnie przechadzałyśmy się po wszystkich ciucholandach :) Ale to nie był dobry dzień jeśli chodzi o ciuchy... najpierw okazało się, że jeden z naszych ulubionych sklepów przenieśli do większego lokalu obok i ta zmiana nie wyszła mu na dobre: stracił swój klimat i wyszłam stamtąd rozczarowana :) W malutkim sklepiku, gdzie kupuję różne firmowe cudeńka po dwa złote, kupiłam dla Mordki sukienkę Topolino, tuniczkę Ralph Laurent i koszulkę z prosiaczkiem, dla siebie sweterek Only i dla Kocura koszulkę polo Nike :) W domu okazało się, że sukienka została potraktowana odplamiaczem i ma odbarwienie, tuniczka ma plamki jak po herbacie (może się spierze) a koszulka prosiaczkowa ma ślad po korektorze! Ech... potem poszłyśmy do jeszcze jednego i tam kupiłam sobie sweterek C & A za 12 zł, szary i cudowny :) A dla Mordki jakieś trzy drobiazgi z czego jedna sukienka okazała się mieć zepsuty zamek... Nie, to nie był dobry dzień jeśli chodzi o ciuchy :))

Niedziela to był dzień kolczykowania! Jak się zabrałam przed obiadem to tworzyłam do wieczora - z przerwami na film i komputer :) Efekt można podziwiać na Kolczykowej, ale i Wam coś pokażę...

Sobotę miałam spędzić na promocji kosmetyków, ale z racji że imprezkę odwołano to się nawet cieszyłam, że spędzę ten dzień z Kocurzastym i Mordeczką :) Nawet wizyta teściowej mi humoru nie zepsuła ( przyszła, a jakże), na szczęście miała dobry dzień i nie marudziła na cały świat :) I przydała mi się, bo miałam rozprutą spódniczkę, a moja teściowa w przeciwieństwie do mnie ma dar w rękach do szycia. Tak zszyje że nic nie widać, a ja to lepiej nie mówić :)

No, to zdałam Wam relację z ostatnich dni, teraz idę oglądać Pytanie na Śniadanie, mówią o arabskim makijażu oczu, czyli tym co podoba mi się ogromnie :) 

Buziaki!

reklama

Jak schudnąć?

www.klubodchudzania.pl www.antykoncepcja.net www.astmaoskrzelowa.pl